Wywiad z Pawłem Kuligiem – działaczem społecznym, który od lat opiekuje się Nowym Cmentarzem Żydowskim z ulicy Brackiej w Łodzi. Z Pawłem rozmawia Patryk Robacha.

Od ilu lat trwa Twoja przygoda ze sprzątaniem cmentarza żydowskiego?

To już jest siódmy rok…

Siedem lat! Od czego się to wszystko zaczęło?

Wszystko zaczęło się od tego, że jestem Bałuciarzem i w dzieciństwie mieszkałem bardzo blisko cmentarza. Już jako mały chłopiec przychodziłem na ten żydowski kirchol – wtedy jeszcze nie było muru od strony ulicy Zagajnikowej, więc jego teren był ogólnodostępny… Wiesz –
dla mnie to było coś niesamowicie magicznego! To miejsce było jakby z zupełnie innej bajki. Fascynowało mnie… porośnięte chaszczami, z mnóstwem nagrobków – macew,
z kompletnie niezrozumiałymi wówczas dla mnie epitafiami. Uwielbiałem tam przebywać.
To może nawet zdefiniowało mnie, jako dorosłego człowieka. Studiowałem potem historię
na Uniwersytecie Łódzkim. Odczuwałem jakąś wewnętrzną potrzebę by zgłębiać historię  – tego miejsca zwłaszcza.

Skończyłeś studia historyczne?

Niestety nie, chociaż historia była moim powołaniem. Ciężka choroba pokrzyżowała te plany edukacyjne, ale pasja pozostała. Pamiętam jak kiedyś w moje ręce wpadły kolorowe zdjęcia
z Litzmannstadt Ghetto autorstwa Waltera Geneweina. Zacząłem studiować każde z miejsc, które uwiecznił Genewein. Wyłącznie dla siebie – w końcu byłem z Bałut, a getto przecież znajdowało się na terenie tychże Bałut. Zacząłem stopniowo uzupełniać swoją wiedzę o Żydach łódzkich, getcie, cmentarzu… aż pewnego dnia zrozumiałem, że cmentarz żydowski to ogromne dziedzictwo ponad dwustu tysięcy łódzkich żydów, których już nie ma. Wiesz – gdyby żyli ich potomkowie, to naturalną koleją rzeczy dbaliby o swoich przodków, pochowanych na tym cmentarzu. I wtedy właśnie w moim sercu powstało pragnienie, żeby coś z tym zrobić. Zadbać o to miejsce.

Po zakończeniu jednej z akcji sprzątania / zdjęcie pochodzi z profilu facebookowego Sprzątanie Cmentarza Żydowskiego

Właśnie – wiele osób odwiedzających ten cmentarz jest z jednej strony zszokowanych jego pięknem, ale też spora ich część dziwi się, że niektóre części są tak bardzo zaniedbane – porośnięte dziko rosnącymi krzewami, samosiejkami, drzewami… Nie ma komu dbać
o to miejsce, przecież potomkowie pochowanych tam Żydów zostali w większości pomordowani, a ci co przeżyli emigrowali z Polski. W Łodzi pozostała garstka z tych dwustu tysięcy…

Dokładnie. Poza tym, co trzeba podkreślić, łódzki cmentarz żydowski jest największym w Polsce. Jego powierzchnia wynosi 40 hektarów. Wyobraź sobie jaki to jest areał i jak trudno o tak wielką powierzchnię skutecznie dbać. Tym bardziej, że Gmina Wyznaniowa Żydowska w Łodzi jest bardzo mała i brakuje na to środków. Dlatego zrodził się we mnie pomysł, żeby pomóc zachować to miejsce.

Strażnicy Pamięci?

Tak. Tak nazwałem roboczo ten projekt. Strażnicy Pamięci to ludzie, którzy noszą w sercu Łódź i rozumieją, że pochowani na cmentarzu żydowskim tworzyli wspaniałą historię tego miasta. To ludzie, którzy działają na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i historycznego.

Robicie to jako wolontariusze?

Robimy to zupełnie nieodpłatnie i w ramach wolontariatu. Działamy przez facebooka, albo przez tzw. marketing szeptany. W sprzątaniu pomagają nam również wychowankowie łódzkiego Monaru.

Czyli zupełnie oddolna inicjatywa społeczna?

Całkowicie wolontaryjne działania.

A w jaki sposób współpracujecie z bezpośrednimi zainteresowanymi – Gminą Żydowską?

Gmina Żydowska to jest podstawa. Gdybym nie miał zbudowanych relacji z gminą, to nie mógłbym sprzątać. Wyobraź sobie sytuację, że chcę Ci posprzątać mieszkanie – musiałbym Cię poprosić o zgodę. Ponadto powinieneś mi powiedzieć w jaki sposób mam to zrobić. żebyś był zadowolony – przecież mogę posprzątać tak, że efekty nie będą Ci się podobać. Taka sama sytuacja jest z gminą. To ścisła, merytoryczna współpraca z jej Zarządem  i Rabinem. Mamy wypracowane zasady odnośnie tego, co możemy robić na cmentarzu, a czego nam nie wolno. Tutaj ważną rolę gra także prawo żydowskie – halacha.

Kontaktują się z Tobą również Żydzi spoza Polski?

Tak, pomagam również Żydom odszukiwać nagrobków ich bliskich. Wiem jak to robić. Wiem jak pomóc. Pomagam również dbać o groby zidentyfikowane. Czuję, że taka jest moja misja.

A jak wygląda sam proces sprzątania?

Sprzątamy od wiosny do jesieni, czyli w czasie, kiedy pogoda nam na to pozwala. Na pierwszą  akcję w tym roku, czternastego kwietnia, przyszło około czterdziestu osób. Zazwyczaj jest to kilkunastoosobowa grupka. Jestem wdzięczny każdej osobie, która przyłącza się do naszej inicjatywy. Zazwyczaj wygląda to tak, że pracujemy na wyznaczonej kwaterze: usuwamy samosiejki, grabimy liście i odkrywamy macewy, które przez lata porosła roślinność. Jedna akcja trwa od dwóch do trzech godzin. Spotykamy się raz – dwa razy w miesiącu.

Jaką powierzchnię cmentarza udało się Wam dotychczas oczyścić?

To jest ciągła praca. Po części praca syzyfowa, bo roślinność ma to do siebie, że lubi odrastać. Jednakże patrząc z perspektywy lat, to w tej chwili osiągnęliśmy największy sukces. Udało nam się skutecznie oczyścić kilkanaście kwater. Wiesz, to jest 40 hektarów ziemi…

I kiedy kolejne sprzątanie?

Najbliższe sprzątanie odbędzie się w niedzielę – szóstego października o godzinie jedenastej. Zapraszam wszystkich zainteresowanych. Informacje na temat naszej działalności można znależć na profilu https://www.facebook.com/guardiansofremembrance/

To co? Do zobaczenia?

Do zobaczenia.

Z Pawłem Kuligiem rozmawiał Patryk Robacha ze stowarzyszenia Galancie o Łodzi.